Największym hitem naszych wyjazdów okazało się budowanie różnego rodzaju szałasów, domków na drzewie i baz.
Dzieci (ale też młodzież) potrafiły spędzić godziny czasu na budowaniu swoich baz.
Staramy się, żeby powstawały one przy najmniejszej ilości materiałów spoza lasu (dajemy do budowy trochę sznurka – najlepiej z naturalnych materiałów lub 2-3 metry drucika, który wyciągnęliśmy ze znalezionych na złomie silników).
Dzieciaki dzielą się na 2-3 osobowe zespoły. Każdy może wybrać sobie miejsce. Często znikają nam z oczu – ale staramy się, żeby byli na odległość głosu.
W zbudowanych domkach urządzają sobie posłania, półki, ołtarzyki. Przed bazami palą małe ogniska (jeśli w lesie jest wilgotno), urządzają uczty na które się zapraszają sąsiadów albo sklepiki czy restauracje, w których w zamian za wymyślony pieniądz można sobie podjeść jakieś leśne desery.
Najczęściej (nawet gdy pada deszcz, albo jest zimno) chcą w nich nocować! I robią to! Śpią w śpiworach, często bez karimat, na ułożonych przez siebie liściach z paproci, mchu, albo bezpośrednio na ściółce).
Jaka to odmiana, gdy porównamy ich pierwsze odruchy po wejściu do lasu, gdy co chwila skarżyli się na każdego robaczka albo pokrzywę.
Nocowanie w lesie to okazja do rozmów, przyglądaniu się gwiazd, wyciszeniu.
Cieszą nas te rozmowy. Nie tylko co mówią, ale także w jaki sposób mówią. Słyszymy, że zanurzyli się w lesie po same uszy!
Porada: jeśli ma padać pod warstwę liści można położyć folię albo plandekę w kolorze liści